Odkryć projekt Ojca
1 Pan rzekł do Abrama:
«Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej
i z domu twego ojca
do kraju, który ci ukażę.
2 Uczynię bowiem z ciebie wielki naród,
będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem.
3 Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą,
a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył.
Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo
ludy całej ziemi».
4 Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot.
(Rdz 12, 1-4a)
Boże wezwanie rozbrzmiewa
każdego dnia
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu ukazuje nam wiele postaci, do których Bóg kieruje swoje wezwanie. Przez lekturę Biblii stajemy się świadkami nie tylko zaproszenia skierowanego ze strony Boga, ale i odpowiedzi jaką człowiek daje Bogu. Często jest to odpowiedź odważna, wielkoduszna i radosna. Czasami – pełna pytań, niepewności i lęku. Kiedy indziej człowiek w obawie przed Bogiem ucieka i ukrywa się. Wymienione przykłady postaw ludzkich wobec Boga do dziś nie straciły swej aktualności. Bywa, że żadna
z tych postaw nie jest nam obca.
Jednocześnie pragniemy i boimy się usłyszeć w naszym życiu wezwanie Boga. Jednakże zauważmy, że samo życie pełne jest różnorakich wezwań, od zegarka budzącego nas rano począwszy. Każdego dnia ktoś nas spotyka, woła, prosi o pomoc, telefonuje…
Te wezwania czasami są wyraźne, dobrze słyszalne, a czasami mniej, odczuwane niejako wewnątrz, jako swego rodzaju przynaglenie.
Także Boże wezwanie skierowane do nas rozbrzmiewa każdego dnia. Bóg, w niepojętej swej miłości pragnie, abyśmy w pełni uczestniczyli w Jego zbawczym planie. Dlatego „wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli” ( Ef 1,4-9a)
Jeśli uważniej wczytamy się w słowa listu św. Pawła do Efezjan zauważymy, ze Bóg „myślał” o człowieku, o każdym z nas, jeszcze ZANIM go stworzył. Bóg nie stworzył nas ot, tak sobie, przypadkiem. On myślał o nas, pragnął nas jeszcze przed założeniem świata. I w ten sposób nadał naszemu życiu sens, który wyprzedza nasze istnienie. Odtąd każdy z nas jest wezwany do kontynuowania tego przedziwnego dialogu między osobistą wolnością a obecnością Boga w swoim życiu.
Czasami obawiamy się, że to wezwanie Boże może jakoś ograniczyć naszą wolność. Dlatego wolimy Boga nie słyszeć. Jednak, jak przypomina nam św. Jan – Bóg jest miłością. Wezwanie, jakie kieruje On do człowieka jest zawsze wyrazem Jego miłości. Jeżeli Bóg wzywa nas, to czyni to z wielką delikatnością i poszanowaniem ludzkiej wolności.
Ojciec Bernard Bro w jednej ze swoich książek opowiada o Elisabeth de Miribel, sekretarce słynnego francuskiego generała De Gaule’a, która pewnego dnia oświadczyła swoim najbliższym współpracownikom, że wstępuje do Karmelu.
Otwierała się przed nią wówczas wielka kariera. Nic dziwnego więc, że usłyszała od jednego z ministrów pytanie: Dlaczego Pani, jedyna kobieta na tak wysokim stanowisku, wybrała Karmel?
Ona odrzekła po prostu: – Nie wiem, ale jestem pewna, że odpowiadam na czyjeś wezwanie.
Podobne wydarzenie miało nie tak dawno miejsce w życiu Michaeli Amadori, świetnie zapowiadającej się siatkarki grającej w reprezentacji włoskich juniorek. Ona również rezygnuje z kariery sportowej i wstępuje do zakonu. Nie ma większej miłości – cytuje słowa Chrystusa – jak oddać życie za przyjaciół i ja zakochałam się właśnie w tej Miłości. Miłości silniejszej od życia i zdolnej nawet śmierć przemienić w życie.
Wypowiedzi obu tych młodych kobiet potwierdzają prawdę, że jedynie miłość czyni nas wolnymi, że tylko przylgnięcie do niewidzialnej obecności Boga jest dla człowieka źródłem prawdziwego szczęścia, i że człowiek nie może stać się źródłem szczęścia dla samego siebie.
Miłość Boga w żaden sposób nas nie krępuje, gdyż jest nam dawana za darmo. Pozostawia nas wolnymi, jednocześnie intensywnie nas ku sobie pociągając, i czyniąc zdolnymi do dania odpowiedzi na Boży projekt, jaki On przygotował dla każdego z nas. W ten sposób dzięki miłości, która nas stworzyła, możemy czuć się potrzebni.
Odkrycie projektu Boga
Odkrycie projektu Boga względem naszego życia jest niczym innym jak odkryciem powołania, jakim Bóg obdarza każdego człowieka. To odkrycie z kolei prowadzi nas do odnalezienia silnego poczucia sensu życia. Nie ma człowieka „bez powołania” , gdyż Bóg nadał sens życiu każdemu z nas.
Wielu młodych ludzi myśląc o swej przyszłości zazwyczaj ogranicza się w swych poszukiwaniach do wyboru zawodu (najlepiej takiego, który pozwoli dobrze „urządzić się” pod względem materialnym), do poszukiwania życiowego partnera, który zaspokoi jego potrzeby emocjonalne, do zaspokojenia pragnień według swoich ograniczonych ludzkich, często przyziemnych standardów.
W ten sposób wolność przestaje być obietnicą, a staje się iluzją, rzeczywistość powołania zostaje ograniczona do ludzkich, w większym lub mniejszym stopniu zrealizowanych planów, a przyszłość jawi się nam co najwyżej jako powtórka „tego co już było”, co nam znane, płaskie, nieciekawe, pozbawione smaku przygody oraz wymiaru tajemnicy.
Św. Paweł w przytoczonym już liście do Efezjan pisze, że Bóg wybrał nas przed założeniem świata. Nasze wybranie już się dokonało. Bóg nas wybrał.
Czym jest wybranie? Możemy je prześledzić na przykładzie Abrahama. Bóg wybiera go, by był błogosławieństwem dla wszystkich narodów. Poprzez jego osobę Bóg obdarza inne narody swoim błogosławieństwem.
Wybrany przez Boga jest także cały Izrael. Otrzymuje on Dziesięć Słów – Dekalog oraz misję przygotowania ludzkości na przyjście Chrystusa.
Również Jezus obdarza zadaniem swoich uczniów: „Wybrałem was na to, abyście szli i owoc przynosili.”
Dostrzegamy, że wybranie nie jest przywilejem, lecz raczej zadaniem, jakie stawia przed nami Bóg.
Podobnie było w życiu Syna Bożego: jeszcze zanim narodził się w Betlejem już Ojciec miał wobec Jego życia plan, plan zbawienia świata. Jednocześnie Jezus jest kimś, kto ciągle szuka woli Boga Ojca oraz sposobów jej realizacji.
Moim pokarmem – powiedział Jezus – jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. (J 4,34)
Przyjrzyjmy się pewnemu zdarzeniu z życia Jezusa.
Widząc trud i zmęczenie uczniów Jezus powiedział do nich:
Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco.
Jednak chwilę później, widząc tłumy ludzi, które napływały, zmienił plany. Ponownie głosi im naukę i uzdrawia.
My także posiadamy swoje plany, projekty, nie sposób bez nich żyć. Jednak nie mogą być one sztywne, nienaruszalne. Nie mogą nie uwzględniać projektu, jaki wobec naszego życia ma Bóg. On pragnie, byśmy Jego planu szukali przez całe życie. Właśnie po to żyjemy na ziemi: by wypełnić Jego plan, realizować Jego wolę.
Pan Bóg pragnie włączyć nas w swoje plany z wielką miłością i czułą delikatnością, bo tylko człowiek, który czuje się kochany może dać swoje życie innym. Realizacja tego jest wielką przygodą, którą każdy człowiek musi odkryć dla siebie.
Jedynie wypełniając zamiary Boga względem siebie można w pełni zrealizować swoje powołanie i być szczęśliwym.
Decyzja
Święty Jan na początku Ewangelii daje nam piękny opis historii swego powołania. Otóż pewnego razu, kiedy wraz z Andrzejem stał nad brzegiem Jordanu w czasie, gdy Jan chrzcił, usłyszeli od niego znamienne słowa, które wypowiedział na widok Jezusa: - Oto Baranek Boży. Właśnie teraz, Jan Chrzciciel, którego misją było przygotowanie Narodu Wybranego na przyjście Mesjasza, wskazuje uczniom innego Mistrza. Jan i Andrzej idą za nim krok w krok. Lecz nagle Rabbi odwracając się pyta ich: - Czego szukacie? Dziwne, że nie odpowiedzieli wprost: - Ciebie Panie! Odpowiadają pytaniem: - Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Uczniowie pytają Jezusa o Jego dom, o miejsce, w którym mogliby przebywać z Mistrzem zawsze, dzień i noc, nie tylko wtedy, gdy naucza, ale zawsze. Chcą z Nim dzielić całe swoje życie. I Jezus delikatnie ich zaprasza: - Chodźcie, a zobaczycie.
Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.
Decyzja ta zmieniła całe ich życie. Dlatego św. Jan dobrze zapamiętał jej okoliczności: Było to około godziny dziesiątej.
Jan i Andrzej mieli już plan dla swojego życia. Byli uczniami Jana, oczekiwali nadejścia Królestwa Bożego. Jednak, gdy pewnego dnia usłyszeli wezwanie Chrystusa, poszli za nim. Zrezygnowali ze swoich planów i w ten sposób rozpoczęła się największa przygoda ich życia.
Decyzja jest kluczem do zmiany biegu naszego życia.
Być może czasami „łapiemy się” na przewracaniu kartek kalendarza i zastanawianiu się: Ciekawe, co ja będę robił tego a tego dnia, o tej godzinie? Co będę robił za dwa, za pięć lat, kim będę za 10 lat? Co się w moim życiu zmieni?
Powiedzmy sobie szczerze: nic się nie zmieni, jeżeli nie podejmiemy osobistej decyzji.
Jednak czasami pojawia się w nas lęk przed decyzją, szczególnie taką „ na całe życie”. Wszystko jest przecież dzisiaj „na jakiś czas”. Praca, mieszkanie, relacje z innymi, nawet… małżeństwo. Istnieje dziś w młodym człowieku lęk przed podjęciem decyzji na stałe.
Telefonowała kiedyś do naszego zgromadzenia młoda dziewczyna z pytaniem o etapy formacji. Kiedy doszło do ślubów wiecznych, zapytała:
– Czy z tych ślubów może zwolnić biskup, czy może to uczynić tylko papież? Odpowiedź brzmiała: – Papież.
-Eeeee, – odpowiedziała – to nie, to ja dziękuję.
Szokuje to, że dziewczyna, która jeszcze nie wstąpiła do klasztoru już pyta o warunki jego opuszczenia.
Nawet swą miłość chcemy dać jedynie na jakiś czas.
Współczesny psycholog Dan Kiley mówi o coraz częściej spotykanym dzisiaj tzw. syndromie Piotrusia Pana.
Jednym z jego przejawów jest lęk przed podejmowaniem życiowych decyzji. Szczególnie dotyka on młodych mężczyzn, ale jak widzimy, nie tylko. Tytułowy bohater książki Barrie’go nigdy nie chciał dorosnąć. Wiedział, że kiedy dorośnie straci zdolność latania, będzie musiał zacząć chodzić po ziemi, pójść do pracy, zarabiać i ożenić się. Postanowił więc, że nigdy nie będzie dorosły. W jego świecie zabawy nie ma ani konsekwencji ani zobowiązań, ponieważ nie zapadły żadne wiążące decyzje. Ważne jest tylko to, co się dzieje teraz. A dorosłość między innymi polega na podejmowaniu decyzji. Nie należy przed nimi uciekać. To dzięki decyzjom dojrzewamy.
Skąd bierze się w nas lęk przed podjęciem decyzji dotyczącej przyszłości?
Pewnie powiedzą niektórzy: Przecież nie wiem, co przeszłość przyniesie, jaka będzie. Jak więc mogę dziś o niej decydować?
Rzeczywiście przyszłość jest przed nami zakryta, stanowi dla nas tajemnicę. A tajemnica budzi w nas lęk.
Jednak, jak czytamy w liście do Efezjan:
Bóg nam oznajmił tajemnicę swej woli. (Ef 1,9)
Bóg wie, że nie mogę pełnić Jego woli, dopóki się jej lękam. Jeśli się boję, będę się przed nią wycofywać, uciekać. Dlatego Bóg objawia nam tajemnicę swojej woli. Na tym właśnie polega mądrość wiary: to zrozumienie, że wola Boga jest wolą miłości, że jest to wyłącznie miłość. Bóg nie działa przez strach, lecz przez miłość. To ona dodaje nam odwagi.
Zakończymy słowami nieznanego autora, które w pełni oddają to, co zostało dotychczas powiedziane:
Kto nigdy nie wyruszył w morze, ten nigdy nie przeżyje sztormu i niebezpieczeństwa śmierci, ale też radości z ujrzenia lądu.
Kto nigdy nie wyruszył w pustynie, nigdy nie dozna głodu i pragnienia, ale też radości z odnalezienia oazy.
Kto nigdy nie wyruszył w noc, ten nigdy nie dozna lęku i niepewności, ale też nigdy nie ujrzy rozgwieżdżonego nieba.
